Kategorie newsów
Zdjęcie tygodnia
Reklama
ELMAT Mauxion Wałcz, Piła, Ogłoszenia ZKM Metaltech
Newsy > Z Miast i Gmin > Co Pan zrobił panie pośle ?
06:27 - 21 09 2011 ~dady

Co Pan zrobił panie pośle ?

Podczas każdej kampanii wyborczej do polskiego parlamentu, niemal jak bumerang powracają niektóre z utartych stwierdzeń i opinii. Jedną z najbardziej popularnych jest ta, że poseł ma wiele przywilejów, dobrze mu płacą, a tak na dobrą sprawę to wiele nie załatwi. Dlatego postanowiliśmy zapytać posłów kończących właśnie kadencję – co mają dobrego na sumieniu? Zaczęliśmy od posła Pawła Suskiego.

Pani Honorata Filipek jest mieszkanką Debrzna, gdzie wprawdzie od wielu już lat wojska nie ma, ale osiedle pozostało. Razem z mężem wzięli jakiś czas temu takie mieszkanie z puli wojska na czas określony. Wszystko byłoby dobrze, gdyby pan Filipek nie zapomniał o terminie przedłużenia umowy. W momencie, kiedy wygasła, WAM zaczął stwarzać małżonkom problemy z możliwością przedłużenia najmu. Państwo Filipek wysyłali pismo za pismem, jeździli do Bydgoszczy, rozmawiali, prosili. Jednak administracja nie stwarzała im większych nadziei, zasłaniając się przepisami. Tak niepewność trwała ponad trzy lata. Małżeństwo z Debrzna szukając niemal wszędzie pomocy, przez przypadek trafiło do wałeckiego parlamentarzysty, który poinformował ich o zmianach zapisów znowelizowanej ustawy, podpowiedział także, jak z nich skorzystać. - Wystarczyła jedna wizyta w Bydgoszczy i po kilku tygodniach podpisaliśmy nową umowę najmu naszego mieszkania – mówią państwo Filipek. – Teraz zawiera ona znacznie korzystniejsze dla nas zapisy i nie musimy się już obawiać o naszą przyszłość. Poseł Suski pomógł nam bez jednej chwili wahania. Możemy tylko zazdrościć mieszkańcom Pomorza Zachodniego takich parlamentarzystów. * Podobny, chociaż w nieco innym kontekście problem mieli państwo Orzechowscy z Warszawy. Otóż od początku małżeństwa, zawartego ponad dwadzieścia lat temu, mieszkali razem z rodzicami w mieszkaniu wojskowym na Targówku. - Kiedy braliśmy ślub i zajęliśmy to mieszkanie była zupełnie inne realia – mówi pani Urszula. – Ojciec męża był podpułkownikiem rezerwy, my nie mieliśmy i nadal nie mamy żadnych powiązań z wojskiem, tym niemniej zamieszkaliśmy z rodzicami. W latach kolejnych pojawiła się wprawdzie możliwość wykupu mieszkania, ale z bardzo wielu powodów zarówno teściowie, jak i my nie zrobiliśmy tego. Dalej mieszkaliśmy z nimi, od początku byliśmy tam zameldowani. Kilkanaście lat temu mąż przeszedł skomplikowaną operację i od tamtego czasu jest na rencie. Kiedy odeszli teściowie, zaczęłam próbować zmienić nasz status jako najemców, dowiadywałam się jak możemy zgodnie z prawem mieszkać tam nadal. Okazało się, że nie mamy żadnych praw do tego mieszkania, mimo tego, że de facto żyjemy w nim ponad 25 lat, jesteśmy tu zameldowani, płacimy za nie. Administracja wojskowa nie przyjmowała do wiadomości nawet tego, że mąż jest schorowany i od 14 lat na rencie. Nie potrafię dzisiaj policzyć, ile różnych pism i próśb w tej sprawie składałam do różnych instancji. Najczęściej w odpowiedzi otrzymywałam 2-3 stronicowe elaboraty, pełne paragrafów ustaw oraz przepisów, według których powinniśmy opuścić to mieszkanie. Było coraz trudniej, coraz bardziej ogarniało – nie tylko zresztą mnie, ale także schorowanego męża po prostu zniechęcenie, żal. Pewnego dnia przez przypadek oglądałam w telewizji posiedzenie Sejmu, podczas którego poseł Paweł Suski omawiał jakieś zagadnienia związane z nowelizacją „Ustawy o zakwaterowaniu Sił Zbrojnych”. Pomyślałam – a co mi szkodzi spróbować zwrócić się do zupełnie nieznanej osoby o pomoc, wszak w tej sprawie rozmawiałam już z tak wieloma ludźmi, że chyba nic się nie stanie, jeżeli spróbuję z posłem. Zadzwoniłam i przeżyłam niemal szok – ktoś mnie z uwagą wysłuchał, powiedział żebym się nie poddawała, w rozmowie był ujmująco uprzejmy, zainteresowany, życzliwy. Po trwających kilka miesięcy ponownych negocjacjach z władzami administracyjnymi wojska okazało się, że można znaleźć wyjście, które będzie satysfakcjonowało obydwie strony. Dzisiaj nie mamy już obaw, mieszkamy już we własnym mieszkaniu. Proszę mi wierzyć, nie jestem osobą młodą, raczej określam się „w wieku dojrzałym”, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że ktoś taki jak poseł może nam pomóc. Przyznam się, że były takie momenty, kiedy próbowałam różnych „znajomości” aby załatwić tę sprawę, ale najczęściej okazywało się to niemożliwe. Tymczasem w tym przypadku zadzwoniłam do człowieka, którego w ogóle nie znałam, a on nie tylko mnie wysłuchał, ale także pomógł. Po pierwszej rozmowie, zainteresowałam się tym, co robi w Sejmie poseł Paweł Suski i dowiedziałam się, że jest wielkim orędownikiem opieki nad zwierzętami. Powiedziałam wtedy mężowi: „Ktoś, kto troszczy się o zwierzęta, nie może być obojętny, nieczuły na potrzeby ludzi..” Panie Pośle - dziękuję Panu nie tylko za to, że nam Pan pomógł, ale także za to, że przywrócił Pan wiarę w drugiego człowieka. * Z jeszcze innym problemem spotkali się Państwo Anna i Łukasz Piaseccy z Wałcza, którzy od kilkunastu już lat mieli problemy z prawem własności do terenu powojskowego. - W pierwszej połowie lat 90 – tych ubiegłego wieku rodzice dzierżawili od wojska niewielką działkę przy ulicy Dworcowej – mówi pani Anna. – Na tym terenie, za zgodą i przychylnością władz ówczesnej administracji wojskowej, postawili na własny koszt pawilon handlowy. Wówczas dawano im jasno do zrozumienia, że w „niedługim czasie” będzie możliwość odkupienia tego kawałka od wojska. Jednak mijały kolejne lata, administrację przenoszono najpierw do Koszalina, później Bydgoszczy, wreszcie Szczecina. Za każdym razem nie można się było „doprosić” o jasną deklarację ze strony wojska – co będzie ze wspomnianym fragmentem ich mienia, na którym stoi nasz pawilon, a wszelkie informacje czy nawet deklaracje, okazywały się li tylko słowami bez pokrycia. Trzy lata temu rodzice, zmęczeni już wieloletnimi obietnicami, scedowali na nas prowadzenie tej sprawy. Po okresie, kiedy sami próbowaliśmy załatwić tę sprawę – niestety bezskutecznie, zwróciliśmy się z tym problemem do posła Pawła Suskiego argumentując, że chcemy uczciwie doprowadzić tę sprawę do końca tak, jak według prawa powinno to wyglądać. Dzięki pomocy naszego parlamentarzysty wiemy dzisiaj, że to się uda – obecnie czekamy już tylko na pisemną oficjalną decyzję w tej sprawie.