

136 meczy, przeszło 4080 minut (68 godzin) gry non stop, 17 drużyn, w składach których wystąpi na pewno ponad setka piłkarzy i wiele emocji, dramatów, ale też sukcesów i radości – to wszystko na pewno będzie nam towarzyszyć przez najbliższe 3 miesiące podczas tegorocznej jubileuszowej edycji Wałeckiej Halowej Piłki Nożnej.
Trudno jest określić, ile bramek strzelą piłkarze w ciągu kolejnych 16 kolejek, a do tej wyliczanki, trzeba jeszcze dodać rywalizację o Puchar Ligi – słowem piłki zimą będzie Wałczu pod dostatkiem. Niedzielna inauguracja i pierwsze mecze, zgromadziły dosyć sporą grupę kibiców i sympatyków futsalu w hali Gimnazjum nr 2. Po krótkiej prezentacji, otwarcia tegorocznych rozgrywek dokonał ich organizator i koordynator - Mirosław Wiercioch. A później zaczęło się. Farmerzy Chude – Kam – Bruk Witankowo 6:1 Bramki: Farmerzy – Marcin Urbański, Bartłomiej Kuzka i Adrian Kaczanowicz – po 2; Kam – Bruk – Karol Pastusiak -1. Farmerzy przystąpili do gry dosyć ciekawym składzie, w którym znaleźli się między innymi: Przemysław Truszkowski, Jarosław Pająk i Tomasz Owczarek oraz grupa młodych zawodników. Od pierwszego uderzenia, zespół ten grał szybką i prostą, ale skuteczną piłkę na zasadzie „podanie – przekazanie –wyjście na pozycję”; niewiele było takich momentów, kiedy ktoś próbował się „kiwać” czy dryblować. Rywale z Witankowa zmuszeni byli „dostroić” się do tego stylu, co w efekcie doprowadziło do ciekawego pojedynku. Poczynaniami Farmerów sprawnie kierował Przemek, który umiejętnie rozdzielał piłki, a młodzi fighterzy – Adrian Kaczanowicz, Marcin Urbański, Karol Dudziński i Bartłomiej Kuzka nie tylko absorbowali nieustannie defensywę „kamieniarzy”, ale także robili grę w środku pola. W efekcie mecz był szybki, pełen podbramkowych sytuacji i okazji. Pierwszego gola tegorocznych rozgrywek, zdobył po akcji Adrian Kaczanowicz (11’), a do przerwy jeszcze dwukrotnie trafiał Marcin Urbański. Warto jednak dodać, że zawodnikom Kam – Bruku brakowało w grze trochę szczęścia, bo tylko w pierwszym kwadransie piłka po ich uderzeniach trzykrotnie odbijała się od słupków i poprzeczki bramki bronionej przez Jarka Pająka. Grając z przewagą trzech goli zespól „rolników” nie zwalniał tempa – w 18 minucie ponownie Kaczanowicz wpisał się na listę strzelców, wykorzystując niezdecydowanie obrońców Kam – Bruku po rzucie wolnym. Chwilę później Tomek Owczarek popisał się ładną akcją i przednim uderzeniem, jednak piłka trafiła w poprzeczkę. Losy meczu rozstrzygnął Bartek Kuzka, który w odstępie 120 sekund dwukrotnie pokonał bramkarza rywali i w tym momencie Farmerzy prowadzili już 6:0. „Kamieniarzom” udało się zdobyć honorowego gola w 27 minucie, a jego autorem był Karol Pastusiak. Blancos – PKS Wałcz 2:1 Bramki: Blancos – Roman Michorek i Łukasz Steciak – po 1; PKS - Kamil Stanisławczyk. Tryumfatorzy poprzedniej edycji rozgrywek wyszli na parkiet tylko w 5 osobowym zestawieniu – w bramce Maciek Kunert, któremu towarzyszyli: Patryk i Łukasz Steciakowie, Romek Michorek i Jakub Cerazy. W drużynie PKS – u grali: Darek Michalik (bramka), bracia Victor i Emmanuel Kacprzakowie, Kamil Stanisławczyk, Jan Filarowski, Jarek Haracewiat, Roman Żerebiło, Marcin Ptak, Hubert Pietrzak i Michał Sindrewicz. Pierwsze minuty, to wzajemne „badanie się” obydwu ekip – Blancosi preferowali swoją tradycyjną piłkę, pełną szybkich, mocnych i celnych podań oraz strzałów z każdego dogodnej pozycji. Natomiast „tnasportowcy” przeciwstawili im dobre krycie i „wybijanie z rytmu”, a swojej szansy szukali w kontratakach. Wyszło z tego niezłe widowisko. W 2 minucie kapitalną „bombą” popisał się Patryk, ale piłka po jego uderzeniu odbiła się od słupka bramki Michalika. Minutę później Roman Michorek znalazł lukę w defensywie PKS – u i płaskim strzałem nie dał szans Darkowi, zdobywając prowadzenie dla swojej drużyny. Usatysfakcjonowani tym prowadzeniem „Biali” przyśpieszyli jeszcze swoją grę i coraz więcej „nękali” zespół PKS – u, którego piłkarze zmuszeni byli się bronić; robili to dobrze, ale brakowało im jednocześnie możliwości kontratakowania. Wyrównanie padło w 12 minucie – Kamil Stanisławczyk egzekwował skutecznie rzut wolny z odległości 9 metrów. W drugiej połowie gra się wyrównała – Blancosi chcieli wygrać, ale grając tylko w pięciu nie jest to takie proste; z kolei ekipa PKS wyczuła, że jest spora szansa na pokonanie „na dzień dobry” groźnego rywala. Szkoda tylko, że do tego wszystkiego wkradła się nerwowość, co przełożyło się na niepotrzebne „przepychanki” i faule, a w konsekwencji minutowe kary dla niektórych z graczy. Tym niemniej w drugiej połowie nie brakowało zawodnikom obydwu drużyn okazji do zmiany wyniku - w przypadku „transportowców” brakowało trochę szczęścia, natomiast Blancosi musieli wielu sytuacjach uznać „wyższość” Darka Michalika, który obronił kilka naprawdę mocnych i groźnych strzałów. Skapitulował dopiero w 26 minucie, kiedy chwilowo niepilnowany Łukasz Steciak znalazł się na „5 metrze” i nie zmarnował tej okazji. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie. Dobrzyca Wiesiółka – Furman Nieruchomości 3 : 3 Bramki: Dobrzyca – Damian Czerwiński – 3; Furman – Mariusz Mucha, Krzysztof Bakunowicz i Radosław Rosiński – po 1. Gdyby porównywać składy obydwu ekip, to faworytem byliby piłkarze Furmana, w których składzie byli między innymi: Mariusz Mucha, bracia Marcin i Radosław Rosińscy, Piotr Morawski, Andrzej Czyżak, w nietypowej dla siebie roli bramkarza Kuba Jaworek, a przede wszystkim Krzysztof Bakunowicz. Z kolei zespole Dobrzycy – obok Piotra Kowalskiego, Pawła Chrebora, Damiana Czerwińskiego, byli także Krystian Grabowski i Mateusz Kaczor. Mecz „otworzył” Mucha, który w trzeciej minucie uderzył dosyć niespodziewanie, ale skutecznie. Po 180 sekundach Damian Czerwiński doprowadził do wyrównania. Kolejne bramki, padły w odstępie półtorej minuty – najpierw Krzysztof Bakunowicz „huknął” po swojemu, ale w odpowiedzi Paweł Chrebor bardzo dobrze „rozprowadził” Czerwińskiego i w 10 minucie mieliśmy remis 2:2. W 13 minucie sprytnym zagraniem popisał się Radek Rosiński i zespół Furmana objął prowadzenie 3:2. Cztery minuty po przerwie arbiter rozgrywek Zbigniew Marynka musiał po raz pierwszy „gwizdnąć” rzut karny. Do piłki podszedł „Bakun” i wydawało się, że będzie 4:2, ale jego naprawdę mocny strzał odbił się od wewnętrznej części słupka. Kilkadziesiąt sekund później Damian Czerwiński po raz trzeci tego dnia pokonał Jaworka i w ten sposób na tablicy pojawił się znowu remis tym razem 3:3. Obydwa zespoły starały się za wszelką cenę zmienić ten rezultat. Swoje okazje mieli między innymi Marcin Rosiński, który bardzo ładną akcję Bakunowicz – Mucha zakończył mocną „bombą”, jednak piłka minimalnie przeszła obok słupka; z kolei Paweł Chrebor w pewnej chwili wyszedł z piłką na pozycję „sam na sam” z Jaworkiem, ale jego strzał był niecelny. DCM – Energo Instal 3 : 8 Bramki: DCM – Maciej Żubrecki, Łukasz Kostrzewa i Grzegorz Krzyżewski – po 1; Energo Instal – Oskar Chudzyński – 4, Damian Krzyżaniak – 3, Dariusz Chudzyński – 1. Ekipa DCM – to w większości zawodnicy Sad – u Chwiram: Przemek Sniecikowski, Maciej Żubrecki, bracia Łukasz i Jarosław Kostrzewa, Mateusz Pawlak i Tomasz Nowicki, wsparci Andrzejem Wiśniewskim i Grzegorzem Krzyżewskim. Natomiast w zespole Energo Instalu grają: Oskar Chudzyński, Damian Krzyżaniak, Andrzej Strakowski, Mateusz Szulc, Adrian Iwan i Mateusz Bąk, a wspierać ich mają: Darek Chudzyński i Artur Szapowicz(nie grał w niedzielę). W takich składach obydwa zespoły rozpoczęły swój pierwszy mecz. Od początku gra była wyrównana, a pierwszego gola w 4 minucie zdobył Oskar po podaniu ojca. Jednak odpowiedź piłkarzy DCM była dosyć szybka i 6 minucie był już remis, a strzelcem bramki okazał się Grzegorz Krzyżewski. W 10 minucie było już 3:1 dla DCM –u po bramkach Maćka Żubreckiego i Łukasza Kostrzewy; zwłaszcza ten trzeci gol, był przedniej marki – Łukasz „huknął” z lewej nogi z odległości 12 metrów nie do obrony. Wydawało się, że „sadownicy” pójdą dalej „za ciosem” do gry ofensywnej włączył się „profesor” Darek Chudzyński. Najpierw wręcz idealnie „wyłożył” Oskarowi piłkę na pół metra przed linią bramkową, a później sam ograł defensorów DCM i pokonał Sniecikowskiego, doprowadzając do remisu 3:3 i takim też wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. Druga, to już popis trzech zawodników – rodzinnego duetu Chudzyńskich i Damiana Krzyżaniaka. Całe trio wręcz „rozjechało” dobrze grających rywali, strzelając im 5 bramek i nie tracąc przy tym ani jednej. Jeżeli „energetycy” będą grali tak dalej i dołączy do nich jeszcze popularny „Szlapek”, to może być ciekawie. Siódemka - Werft – Tech 1 : 3 Bramki: Siódemka – Ryszard Pawełkiewicz – 1; Werft – Tech – Dominik Rynkiewicz i Michał Romanowski – po 1 oraz samobójcza. „Wojskowi” od pierwszego gwizdka przystąpili do ataków, próbując zepchnąć „techników” do obrony. W pierwszej części to oni nadawali ton grze, czego efektem był gol zdobyty przez Pawełkiewicza w 6 minucie. Po jednej z nielicznych kontr Werft – Techu w 9 minucie był remis – mocny strzał odbił się od któregoś z defensorów „wojskowych” i piłka wpadła do ich bramki. W drugiej połowie zawodnicy Werft – Techu opanowali grę i zdobyli przewagę ,a jej efektem były dwa gole, zdobyte przez Dominika Rynkiewicza i Michała Romanowskiego. TMC Tuczno – Mrówka Wałcz 0 : 3 Bramki: Mrówka – Marek Hermanowicz, Marcin Konarski i Radek Stefański – po 1. Ekipa z Tuczna wyszła na parkiet w bardzo ładnych biało - czerwonych strojach z logo „MAUXION”, a w jej składzie znaleźli się między innymi: Karol Radecki, Mariusz Kowalski, Paweł Kowalisko, Mariusz Wypych, Paweł Dyjak i Bartek Sobczak – słowem trzon „Jedności”. Naprzeciwko nich w żółto – granatowych barwach z charakterystycznym wizerunkiem „Mrówki” PSB stanęli: Rafał Skrętowicz, Marek Hermanowicz, Bartosz Ciechoń, Marcin Konarski, Radek Stefański, Paweł Kaczor, Łukasz Gniot, Marcin Michalczak i Tomasz Górski. Pierwsze minuty były dosyć nerwowe w wykonaniu obydwu drużyn, ponieważ niemal od razu każda z nich chciała narzucić rywalom swój styl gry, a przez to uzyskać przewagę. Szybciej grę uspokoili „budowlani” i to oni w 5 minucie objęli prowadzenie po celnym uderzeniu Marka Hermanowicza. Chwilę później Paweł Kaczor mógł zmienić rezultat spotkania, ale jego dobry strzał obronił Rafał Skrętowicz. W 11 minucie bardzo ładną akcję „czekoladowych” mocnym strzałem zakończył Mariusz Iwan, ale i tym razem Rafał popisał się udaną obroną. 60 sekund później Marek Hermanowicz egzekwował rzut wolny – ten z kolei dobry strzał, skutecznie i pewnie „sparował” Bartek Sobczak. Na kilka chwil przed syreną kończącą pierwszą część meczu, Paweł Kowalisko huknął potężnie, ale ponownie Skrętowicz był „na posterunku”. W drugiej części gra nie zmieniła się – „budowlani” umiejętnie przeszkadzali rywalom w ich poczynaniach, sami ograniczając się tylko do kontrataków. W grę piłkarzy z Tuczna zaczęła wkradać się nerwowość i trudno się temu dziwić, bo próbowali różnych zagrań, aby doprowadzić do remisu, niestety ich wysiłki były nieskuteczne. W 25 minucie szybką akcję wyprowadził Hermanowicz i „wyłożył” piłkę na 6 metr Radkowi Stefańskiemu, a ten wymanewrował Sobczaka i strzelił na 2:0. Chwilę później bardzo przytomnie zachował się Marcin Konarski, który wszedł pomiędzy dwóch obrońców Tuczna i płaskim strzałem po raz trzeci pokonał golkipera TMC, ustalając tym samym rezultat tego meczu na 3:0 dla Mrówki. TS Kowalczyk – PSP Wałcz 6:0 Bramki: Szymon Bezhubka i Maciej Ossowski – po 2 oraz Grzegorz Świerszcz i Rafał Trzebiatowski – po 1. Jeśli spojrzy się na skład TS Kowalczyk, to można znaleźć w nim plejadę dobrych zawodników: w bramce Marcin Wiercioch, a poza tym - Maciej Ossowski, Rafał Trzebiatowski, Arkadiusz Kika, Kamil Jęcz, Grzegorz Świerszcz, Adam Wijatowski, Szymon Bezhubka i Daniel Szymański. Trudno się zatem dziwić, że niemal „rozjechali” swoich przeciwników, ale stało się tak dopiero w drugiej połowie. Pierwsza to okres, kiedy „transportowcy” szukali sposobu na grę, często atakowali, grali szybko, ale nieskutecznie – ba, w momentach, kiedy nacierali na bramkę rywala, zapominali o obronie, odsłaniając „tyły”. Próbowali to wprawdzie wykorzystać „strażacy”, ale w bramce TS dobrze spisywał się Wiercioch. W drugiej połowie coś w końcu „zaskoczyło” w grze TS i posypały się bramki, a zawodnikom PSP chyba zabrakło wiary w to, że można zmienić niekorzystny dla nich rezultat. Kruk Trans – Matela i Przyjaciele 11 : 2 Bramki: Kruk Trans – Daniel Popiołek – 4, Przemysław Stolarski – 3, Wojciech Wesołowski – 2 oraz Andrzej Gargasz i Daniel Popiołek – po 1; Matela – Zbigniew Ostrowski – 2. Już sam skład „Kruków” pokazuje, że ta ekipa będzie się chciała liczyć w tegorocznych rozgrywkach. W niedzielę grali tylko w pięciu: bracia Daniel i Adrian Popiołkowie, Wojtek Wesołowski, Przemek Stolarski i Andrzej Gargasz (w bramce), ale i tak zaprezentowali dosyć wysoką skuteczność. Do 9 minuty wynik był bezbramkowy, a obydwa zespoły starały się uzyskać przewagę, przy czym jedni i drudzy mieli wprawdzie okazję do zdobycia gola, ale albo ich strzały były niecelne, albo na drodze do bramki na miejscu byli golkiperzy – Andrzej Gargasz i Marek Matela. Po 540 sekundach Daniel Popiołek strzelił po ziemi skutecznie i otworzył wynik. Jednak jeszcze przed przerwą na 1:1 wyrównał Zbigniew Ostrowski. W 17 minucie ponownie na listę strzelców wpisał się Daniel – tym razem skutecznie wykonywał rzut wolny. Ale już chwilę później w zamieszaniu pod bramką Gargasza do piłki doszedł Ostrowski i wyrównał stan meczu na 2:2. Spotkanie rozstrzygnęło się tak nadobną sprawę pomiędzy 21 a 25 minutami, kiedy Marek Matela zmuszony był 6 – krotnie wyciągać piłkę ze swojej bramki, po strzałach: Wojtka Wesołowskiego(2razy), Przemka Stolarskiego, dwukrotnie Daniela i Andrzeja Gargasza (ten ostatni zdobył bramkę bezpośrednim uderzeniem od swojej „świątyni”). Do końca meczu swoje „trafienia” dodali jeszcze: Adrian Popiołek i dwukrotnie Przemek Stolarski. W sumie zasłużone, wysokie zwycięstwo Kruków 11: 2 daje im prowadzenie w tabeli.
