

Piątkowy wieczór filmowy, który odbył się w Waleckim Centrum Kultury, był wyjątkowy z dwóch co najmniej powodów – w ramach Dyskusyjnego Klubu Filmowego odbyła się projekcja filmu „Jeszcze nie wieczór”, a gościem specjalnym tego pokazu był Jan Nowicki.
Wyprodukowany w 2008 roku film, jest sam w sobie dosyć ciekawym obrazem. Pokazuje bowiem aktorów, którzy w późnej jesieni życia spędzają czas w Domu Aktora. Ich czas jest inny, ułożony według swoistego porządku, codzienność wyznaczają w miarę ustalone reguły, a dla wszystkich radością są ich wspólne, czasami małe, drobne sukcesy. Do tego niby uporządkowanego świata przybywa wielki aktor – człowiek, którego wszyscy podziwiają, wręcz hołubią(tę postać kreuje Jan Nowicki). On chce po prostu znaleźć tu trochę spokoju, oddechu, odpoczynku. Pierwsze chwile jego bytności, to zderzenie dwóch innych światów – jego, wprawdzie już przemijającego, ale jeszcze świadomego wartości, siły, prestiżu oraz codziennego pędu z ich spokojem, codziennymi poukładanymi marzeniami i wspomnieniami oraz radością każdego poranka. W tym wszystkim jednak jest jeszcze inny aspekt – otóż wśród dawnych mistrzów jest ktoś wyjątkowy, kto wokół siebie tworzy atmosferę niedostępnej nawet dla nich, własnej zamkniętej twierdzy, z której do pozostałych dociera tylko jakaś opinia czy zdanie, będące dla pozostałych wyrocznią i ostatecznym werdyktem. Tę postać (kreowaną przez Beatę Tyszkiewicz) symbolizuje piękna, czerwona róża. Obydwie postaci, tzn. aktora i gwiazdy znają się, kiedyś łączyło ich nie tylko zawodowe, jednak ona nie chce mieć z nim kontaktu. Jeżeli dodamy do tego jeszcze pomysł aktora, aby wspólnie z tymi ludźmi przygotować Fausta i wystąpić z nim w więzieniu, to można wyobrazić sobie to, co działo się na ekranie – nagle wszyscy dawni mniej lub bardziej docenieni ludzie sztuki, mając świadomość wyzwania, ale też i wyjątkowego znaczenia każdej z ról, jakie daje im dramat Goethego, budzą się na nowo, dając wspaniały i wyjątkowy pod każdym spektakl. Film jest wyjątkowym przesłaniem, hołdem złożonym nie tylko aktorstwu przez wielkie A, ale pokazującym również prawdę sceny, jej magii i siły, które z jednej strony potrafią zapanować na więziennym tłumem, a z drugiej niewyobrażalnie pobudzają ludzi w wieku, kiedy według stereotypowej opinii grać się już nie powinno. Tuż po projekcji odbyło się spotkanie z Janem Nowickim. Artysta przypomniał wszystkim początki swojej nie tylko aktorskiej, ale również życiowej drogi. Jan Nowicki powiedział, że miał szczęście spotkać na niej wielu ludzi, którzy pomogli mu dotrzeć tam, dokąd doszedł. Wspominał czasy dzieciństwa i młodości spędzonych w powojennym Kowalu, gdzie jedną z najważniejszych potrzeb dnia codziennego było to, aby nie być głodnym. Pierwsze zetknięcie się z literaturą było w szkole, gdzie recytował poezję i gdzie poradzono mu, aby zdawał do szkoły aktorskiej. Zdał, ale przez nadmiar piwa i kobiet, musiał ją opuścić. Zaczął pracować w kopalni, a kiedy stanął przed koniecznością odbycia służby wojskowej, ponownie zdecydował się na studia aktorskie w Krakowie. - Ze mną było tak, że na początku dwukrotnie zdawałem do szkoły aktorskiej i tak na dobrą sprawę dopiero po drugim roku nagle zrozumiałem co daje mi aktorstwo – powiedział Jan Nowicki. – Wtedy doznałem olśnienia, że to, czego się uczę, skierowało mnie na drogę absolutnie niemożliwą i wyjątkową, że nie muszę być sobą, że to pozwoli mi być starym i młodym, kochać i nienawidzić, być dobrym i złym, zabijać i być zabijanym i tak dalej; wszystko oczywiście w ramach scenariusza, ale to ja decyduję o tym, kim w danej chwili będę. Mnie to tak zachwyciło, że przestałem chodzić do restauracji czy barów, a zacząłem sam ze sobą studiować, poznawać wszystkie tajniki tego zawodu, który mnie pochłonął, wręcz uwiódł możliwościami. I tak zostało mi przez całe życie – dzisiaj nadal kocham to, co robię. Są już inne czasy, ale ja się nie zmieniłem i dalszym ciągu staram się dawać widzowi siebie całego i pokazać mu to, co jest we mnie z granej postaci. Nie potrzebuję całego sztabu ludzi, wielkich hoteli, przyczep z łazienkami i sypialniami, mnie wystarczą normalne miejsce do spania, kawałek krzesła i lustro. Kiedy widzę, czego oczekują i wymagają dzisiejsze gwiazdy, zastanawiam się, gdzie tym wszystkim jest miejsce na odrobinę utrudnień, gorszych warunków, które wręcz dopingują do dania z siebie wszystkiego, a nie tylko wykorzystywania czy podpierania się możliwościami współczesnej techniki i obróbki cyfrowej. W czasach moich początków na scenie czy przed kamerą pierwszym i największym krytykiem była taśma filmowa, bo ujęcie zatrzymane na kliszy nie kłamało, wręcz niemożliwym był jego retusz i pozostawało tylko jedno – powtórzyć, co z kolei nie każdy z reżyserów lubił. Według Nowickiego to nie jest tak, że poprzedni system był do końca zły, bo według niego kultura i sztuka miały w tamtych latach naprawdę dobry mecenat państwa. Może nie wszystko było wolno grać, ale literatura i możliwości adaptacji dramatopisarstwa pozwoliły wielu ludziom( w tym także jemu), kreować wielkie role i postaci, osiągać naprawdę duże sukcesy. Dzisiaj wprawdzie jest wolność, ale komercjalizacja pozbawia aktorów możliwości grania np. w teatrze telewizji. Zresztą teraz robi się tyle, że w tej ilości jest nie tylko miejsce na bylejakość, ale także wręcz na brak tej jakości. Nie jest to dobrym prognostykiem, bo kiedy aktor unika bezpośredniego oddziaływania ze sceny, a prezentuje tylko swoją grę w telewizji, to zatraca gdzieś kontakt z żywym widzem i jego autentyczną reakcją. Z ciepłą serdecznością, ale też swoistym poczuciem humoru i dystansu, aktor podkreślił rolę kobiet w życiu mężczyzny, zwracając przy tym uwagę na dążenie wielu przedstawicielek płci pięknej do permanentnego powodzenia i sukcesu w każdej chwili i każdym momencie życia, co nie zawsze „na zdrowie” wychodzi nam mężczyznom. - Dzisiaj cieszę się z tego, że już nie muszę ciągle szczycić się tym westchnieniem ulgi spełnienia, że mogę być taki, jaki jestem robić to, co chcę –powiedział Nowicki. – Cieszy mnie to, że jestem na emeryturze, cieszy mnie to, że nadal mogę grać i występować, ale dzisiaj robię to z wyboru i komfortu danej roli. To ważne. Znam swoją wartość, ale nie epatuję się dokonaniami przeszłości, bo to już po prostu było. Teraz bardziej zajmuje mnie jutro ale niejako przyszłość, tylko jako stan swoistej pewności, pewnego komfortu wyboru i niezależności, zwłaszcza tej psychicznej. Cieszy mnie to, że po prostu jestem dla was – moich widzów, że mogę jeszcze sprawiać Wam przyjemność, a swoją obecnością wywołuję na waszych twarzach uśmiech. Na zakończenie wieczoru publiczność serdecznymi oklaskami podziękowała aktorowi, a Jan Nowicki wręczone mu kwiaty podarował jednej z pań obecnych na sali kinowej.
